NIE MA TO JAK Z WOJSKOWYMI,CZYLI PIKNIK COUNTRY W GWARDII

 

W sobotę 08 lipca 2017r. w parku piknikowym Gwardii spotkali się rodem z Dzikiego Zachodu kowboje i kowbojki (płeć żeńska, nie obuwie!). Wprawdzie mam wątpliwości, czy w tamtych czasach kobiety były kowbojami, ale to nieważne. Na pikniku były i prezentowały się bardzo atrakcyjnie.  Prawdziwe kowbojskie kapelusze, tu i ówdzie kowbojki – tym razem buty, chusty-apaszki a la John Wayne. Obowiązkowo kamizelki i kraciaste koszule. Jednym słowem Ameryka traperów i „cow boy,ów” – w żartobliwym tłumaczeniu  „chłopców od krów”. Tylko bez Indian i mustangów. Za to były końskie podkowy, którymi rzucano do celu. Oraz lasso, arkan – czyli lina do chwytania bydła. Krów też nie było, ale rzut lassem  był. Wbrew pozorom obydwa konkursy z „rzucaniem” wcale nie były łatwe. Za to dostarczyły dziecięcej radości rzucającym. A i pośmiać się było z czego. Nauka tańca liniowego wydawała się być przysłowiową „bułką z masłem”. Guzik prawda, myliły się nogi lewa z prawą, krok w tył z krokiem do przodu, lewa strona z prawą, a już trzy kroki z lekkim  zgięciem kolan powodował rozpaczliwe zagubienie. Marcie tak ładnie szło, kiedy pokazywała nam te kroki. A ja ani rusz, zadyszka, kolana bolą i koniec tańców. Jednakże większość kowbojów i kowbojek doskonale sobie poradziła. Może trenowali wcześniej w domu? A co tam, niech im będzie. Fajnie zatańczyli. Pokazali, że potrafią być lepsi od amerykańskiego pierwowzoru. Miło było popatrzeć.

Nie byłoby Dzikiego Zachodu bez szeryfa i jego zastępców. Szeryfem został Tomek, który na zastępców wybrał sobie, zgadnijcie kogo? Oczywiście nasze kowbojki, Basię i Martę. Cała trójka stworzyła całkiem zgrabną i sprawną ekipę zarządzającą piknikiem.  A Basia to nawet strzeliła z najprawdziwszego colta rozpoczynając piknik. Inni też strzelali. Do celu w postaci kartki papieru z czarnym punkcikiem w środku. Raz do tarczy, raz poza tarczę. Chętnych do sprawdzenia, czy mają sokole oko było wielu. Wygrali wprawdzie najlepsi, ale moje gratulacje dla wszystkich odważnych.

 Kiedy się z lekka ściemniło, nadszedł czas na śpiew przy gitarze. I nie tylko. Geniowi akompaniowały dwie harmonijki ustne. Piosenki z westernów znane i popularne śpiewaliśmy wszyscy. Naprawdę piknik świetny. Rozśpiewany, roztańczony, wesoły. Zabawa jak się patrzy.

A wszystko to było owocem współpracy naszego Koła z Kołem nr 16 ZŻWP. Sprawiedliwie oddać muszę, iż formułę spotkania i konkursy wymyślili wojskowi. Pomysł chwycił, chęci też, uczestnicy licznie się zgłosili. Musiało się udać, nie było innej opcji.

Tekst: Zofia Der

Zdjęcia: Józef Der