ROZPALONE LATO

Pod takim hasłem w dniu 16 czerwca 2016r. odbyło się integracyjne spotkanie emerytów policyjnych z Koła nr 2  i emerytów wojskowych z Koła nr 16. Tradycyjnie – w Parku Klubu Sportowego „Gwardia”.

Inicjatorami imprezy byli wojskowi, którzy organizacyjnie imprezę dopięli  NA MEDAL  zapewniając  sporą dawkę  dobrej rozrywki. Każdy z uczestników wyposażony był w choćby niewielki, ale kolorowy symbol lata. Były więc różnorodne  kapelusze, niektóre ozdobione kwiatkami czy zielonymi listeczkami a nawet siatką zabezpieczającą przed komarami, na której cichutko przysiadł mały motylek.

Były okulary słoneczne – różnej wielkości i barwy szkieł (różowe też). Były kwiatowe wianuszki na głowach  Pań, uplecione zarówno z kwiatów ogrodowych jak i łąkowych. Panie wyglądały prześlicznie, a ja widziałam w nich romantyczne  Świtezianki.  Para prowadząca, czyli nasza Prezeska i Prezes wojskowych, byli szalenie szykowni. Ona – w zwiewnej bluzeczce i twarzowym wianku na głowie. On – z kwiatem w klapie dżinsowej bluzy, dobranym pod kolor bluzki partnerki.  Obydwoje zgrabnie prowadzili imprezę co rusz zapraszając do gier i konkursów.

Część uczestników popisywała się umiejętnościami snajperskimi  w ciszy i skupieniu celując z broni pneumatycznej do tarczy. Inni – w nie mniejszym skupieniu nadstawiali ucha, aby trafnie odpowiedzieć na pytanie „jaka to melodia?”. Albo – pełni koncentracji usiłowali, mniej lub bardziej udolnie, trafić piłeczką tenisową do plastikowego wiaderka. Było to bardzo trudne, bo  „piłeczka nie słuchała, do wiaderka wpaść nie chciała”. Szkoda, że tylko kilka Pań podjęło próbę powyginania się z kółkami hula-hop. To co kiedyś było takie proste i łatwe uległo czasowi. Kółka nie chciały się kręcić mimo szczerych wysiłków ćwiczących. Ta konkurencja była najbardziej roześmiana.

W konkursie na najładniejsze letnie przebranie zabrakło wiodących liderów. Panowie w większości w strojach sportowych, bez wyraźnych letnich akcentów. Aczkolwiek jeden z Panów był nader słoneczny, bo ubrany w żółtą koszulkę, żółtą czapeczkę oraz żółte buty.  Ale to trochę za mało, aby nagrodzić. Zatem żaden z Panów nie załapał się na listę. Skorzystały na tym Panie w wianuszkach i kapelusikach. Wszystkie zostały wyróżnione drobnym upominkiem. Mieliśmy też okazję odśpiewania chóralnego „sto lat” dla Solenizantki – Elżbiety, która tego dnia i w naszym towarzystwie obchodziła imieniny. Były tańce, na które nikogo specjalnie nie zapraszano, gdyż muzyka – a o nią zadbał nieoceniony Tomek – porywała solo i parami. A poza programem królowała – jak zawsze – gitara i jej właściciel, nasz bard Gieniu. Pogoda dopisała, aczkolwiek temperatura powietrza nie była rozpalona. Prędzej atmosfera spotkania.  I tak właśnie miało być!

 

Tekst: Zofia Der

Foto: Józef Der i Eugeniusz Czerwiński