ROZŚWIETLONY SŁOŃCEM WROCŁAW

Słoneczny i rozgrzany, gwarny w centrum, zacieniony i wyciszony w parku przez który przechodziliśmy, huczący tramwajami, europejski na Starówce, leniwy w ogródku piwnym – taki Wrocław chłonęliśmy podczas sobotniego wypadu z BP PTTK. Po raz pierwszy skorzystaliśmy z oferty tego organizatora i nie żałujemy. Wycieczka programowo nie była przeładowana a odległości pokonywane pieszo nie umęczyły.  Na każdym etapie zwiedzania  wygospodarowaliśmy chwilę  na wytchnienie, posiedzenia na ławeczce czy konsumpcję lodowych smakołyków.

Aby wejść do Afrykarium, które usytuowane jest na terenie ZOO, musieliśmy trochę postać w kolejce. Tylu chętnych nie spodziewałam się spotkać. Cierpliwie na wejście czekali duzi i mali, i całkiem maleńcy w wózeczkach. Z tego powodu na traktach komunikacyjnych wewnątrz obiektu było naprawdę tłoczno, co zapewne nie tylko u mnie wywołało lekki dyskomfort. Ale to cena pory roku, weekendu i faktu, że Afrykarium działa zaledwie półtora roku (otwarte 26.10.2014r.) i cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Skoncentrowane w 19 basenach i zbiornikach  o pojemności 15.000.000 litrów wody barwne życie podwodne  Morza Czerwonego, jezior Malawi i Tanganika,  kanału Mozambickiego oraz plaż Wybrzeża Szkieletów w Namibii – to mokra Afryka w pigułce. Do tego dżungla dorzecza Kongo, parna i duszna ale tylko dla nas, bo manaty  i krokodyle nilowe sprawiały wrażenie zadowolonych. Ciekawie było w akrylowym tunelu o długości 18 metrów, gdzie nad  naszymi głowami pływały płaszczki, rekiny, żółwie.

Po tych  najprawdziwszych atrakcjach wypłynęliśmy stateczkiem „Wiktoria” na około godzinny  – niekoniecznie ciekawy –  rejs po Odrze. Z przystani ZOO po trasie rurociągu gazowego w stronę Wyspy Opatowskiej, poprzez Jazz Szczytniki, Wieżę Ciśnień, Mosty Grunwaldzki i Pokoju, Ostrów Tumski, przystań Kardynalską i z powrotem do przystani ZOO. Trochę nas przygrzało słoneczko … i to wszystko o rejsie.

Ostatnim punktem zwiedzania była „Panorama Racławicka” . Wcześniejsza ogromna atrakcja Lwowa jest dzisiaj główną atrakcją Wrocławia.  Malowidło  o wysokości 15 m i  114 m długości  wykonane w specjalnej perspektywie, otoczone sztucznym terenem, upamiętnia bitwę stoczoną 4.04.1794 roku  pod Racławicami. Realistyczny obraz starcia oddziałów polskich oraz kosynierów pod dowództwem Tadeusza Kościuszki  z wojskiem rosyjskim powstał       z inicjatywy Jana Styki, który do jego wykonania  zaangażował m.innymi Wojciecha Kossaka i Włodzimierza Tetmajera. Mimo, iż patrzyłam na obraz po raz kolejny, nie miałam odczucia przesytu. Bo to jest jedno z tych miejsc, do których wraca się wielokrotnie, dostrzega coś innego, doznaje  innych uczuć.

Kończąc wrocławskie wspomnienia nie można pominąć Rynku, o którym mówi się, że to właśnie tam czuć prawdziwą Europę. Otoczony z czterech stron kolorowymi i zadbanymi kamienicami, które przyciągają uwagę, tworzy niesamowity klimat kolorów i dźwięków. Jest przyjemnie i gwarno. Uliczni grajkowie, sprzedawcy rzemiosła artystycznego, turyści, koncerty, pokazy, atrakcje dla dzieci – to wszystko tworzy niezapomnianą atmosferę. A wśród licznych ogródków każdy znajdzie dla siebie miejsce, aby przy kawie czy dobrym piwie, chłonąć tą niepowtarzalną atmosferę.

Myślę, iż warto zaplanować powrót do Wrocławia na dalsze zwiedzanie. Czeka tam na nas jeszcze wiele ciekawych miejsc.

 

Tekst: Zofia der

Foto: J.Der i E.Czerwiński