WSPOMNIENIA Z ZAKOPANEGO

W okresie od 5 do 18 października 2018 roku przebywaliśmy na 14-dniowym turnusie rehabilitacyjnym w Zakopanem w Ośrodku „Parzenica”. Na wyjazd zgłosiło się zaledwie kilka osób, a szkoda, bo oferta miała  dobrą cenę i ciekawy program towarzyszący. Pobyt okazał się F A N T A S T Y C Z N Y, dwa tygodnie minęły za szybko. Życzliwie sprzyjała słoneczna pogoda zapewniając umiarkowane ciepło i to przez cały czas. Żadne chmury ani  mgły nie przesłaniały widoku  Tatr. Mogliśmy do woli podziwiać majestat gór i to nie tylko z okna pokoju ale z każdego innego miejsca. Bo Zakopane jest naprawdę … zakopane w dolinie, aczkolwiek 800 m npm. I z trzech stron okalają je góry. Gdziekolwiek byliśmy na spacerze, towarzyszył nam ich widok. Szczególnie urokliwie prezentował się Giewont z majestatycznym krzyżem na szczycie. Napawaliśmy się tymi pięknymi widokami do woli radując wzrok               i duszę, co nie pozostało obojętne dla regeneracji psychiki i wyciszenia emocji.

A co dla ciała?  Zabiegi i świetna kuchnia!!!  Młodzi rehabilitanci, bardzo profesjonalni a przy tym z wysokim poziomem empatii, trafnie wybrali swój zawód, co odczuwaliśmy codziennie … na swojej własnej skórze. Tak fachowego, życzliwego i cierpliwego personelu rehabilitacyjnego można Ośrodkowi pozazdrościć. Wierzę, iż poniesiony przez nich wysiłek w poprawę naszej kondycji fizycznej potrwa jak najdłużej.  Popołudnia i godziny wczesno-wieczorne, za przyczyną Pani Lidii – opiekunki turnusu, były tak wypełnione atrakcjami, że brakowało czasu na indywidualne wypady (co w sumie wyszło na dobre, bo nie traciliśmy pieniędzy na zbytki).

Codziennie coś się działo. Były wyjścia w doliny (Białego, Strążyskiej, Kościeliskiej), spacer pieszy po Zakopanem połączony ze zwiedzaniem  Muzeum Tatrzańskiego oraz zabytkowego cmentarza na Pęksowym Brzysku, objazdówka wokół Zakopanego (Jaszczurówka, Krzeptówki, Gubałówka), wycieczka do Morskiego Oka, spływ Dunajcem, zwiedzanie Bielańskiej Jaskini na Słowacji, przejazd wozami konnymi na watrę (z pieczeniem kiełbasek), grillowa kolacja przy góralskiej kapeli, dwa wieczorki taneczne. Pobyt ten uznajemy za bardzo, bardzo udany i zapewne długo będą towarzyszyć nam miłe  wspomnienia z Zakopanego. Bo jak powiedział Jan Sztaudynger „Skądkolwiek wieje wiatr, zawsze ma zapach Tatr”.

Zapewne do „Parzenicy” w przyszłym roku nie pojedziemy, ale to nie znaczy,  że tam nie wrócimy. Ośrodek zachęca to tego napisem „WRACAJCIE” wyrzeźbionym w drewnie, widocznym przy wyjściu. A ja Państwu powiem krótko, pójdźcie naszym śladem!

Tekst Zofia Der

Zdjęcia Józef Der