Z PODLASIA ZE ZDROWIEM

Na turnus rehabilitacyjny (23.05- 05. 06. 2017r.) wyjeżdżaliśmy z hasłem „Na Podlasie po zdrowie” a wróciliśmy z hasłem jak wyżej. Celem głównym wyjazdu była wszakże poprawa naszego zdrowia. No i jeszcze kilka innych pomniejszych celów. Czy zostały zrealizowane? Tak, tak, tak .. i jeszcze raz tak. Mówią, że wiara czyni cuda, więc poddając się zabiegom  zaordynowanym przez Panią Doktor z każdym dniem nasze ciała sygnalizowały, iż jest lepiej, lżej, tu i ówdzie mniej boli. Fachowy personel rehabilitacyjny,  taktowny i życzliwy , przyczynił się istotnie do takich odczuć. Każdemu jest miło i ciepło przy serduszku, jeżeli czuje się zaopiekowanym. A takie odczucia towarzyszyły nam przy każdym zabiegu.  Byłoby nietaktem, gdybym nie wspomniała pozostałego personelu, czyli Pani Justyny i całego zespołu administracyjno-pomocniczego, który na co dzień dbał o nas niezwykle serdecznie i wychodził naprzeciw naszym planom na czas wolny. A wypełnialiśmy go bardzo aktywnie.

                                                               Sosenka

 Odbyliśmy wiele  ciekawych wycieczek. Bliskich i dalszych. Dalsze, tzn. całodniowe, były dwie: dużym szlakiem tatarskim (Sokółka,  Bohoniki, Kruszyniany – nie tylko meczet ale niezapomniana Jurta Tatarska z obiadem, który podsumuję krótko „pycha w gębie!”, Poczopek – Silvarium) oraz do Białowieży (rezerwat pokazowy żubra, Hajnówka – sobór św. Trójcy i park miniatur zabytków Podlasia, muzeum pszczelarstwa w Narewce ).  Z bliskich warto przywołać Białystok z zespołem pałacowo- parkowym rodziny Branickich, Supraśl z męskim monastyrem prawosławnym, sanktuarium w Świętej Wodzie z uzdrawiającą wodą źródlaną, Tykocin z synagogą i restauracją żydowską (pierogi były wspaniałe, wątróbka na słodko niekoniecznie), wieś bociania Pentowo, „Białostockie Muzeum Wsi” w Nadawkach (z leśną bimbrownią), Wasilków z cerkwią (i najsmaczniejszymi lodami, jakie kiedykolwiek jadłam), rezerwat „Krzemionka” – kładka przez moczary, Narwiański Park Narodowy – kładka przyrodnicza  Waniewo-Śliwno przez rozlewiska Narwi (z przeprawą pływającymi pomostami, które sami musieliśmy przeciągać linami), spacer skrajem Puszczy Knyszyńskiej z kijkami nordic walking.  Nie omieszkam pochwalić się w tym miejscu, iż podczas wieczornego spaceru (też skrajem puszczy), ja i Basia Milej spotkałyśmy samicę łosia z młodym. Widok zamurował nas z wrażenia (i może trochę z emocji – nie mylić ze strachem) na kilka minut. A ponieważ łosie ani myślały zejść ze ścieżki, po nacieszeniu oczu niespodziewanym widokiem, wycofałyśmy się. Bo puszcza to ich dom, człowiek jest tam intruzem.

Wieczorami, z racji tej, że było chłodno a komary nieznośne, realizowaliśmy się towarzysko. Był Duch Puszczy, gitara, śpiew i doskonałe humory. Niestety, 14 dni minęły jak kilka chwil. Czas zleciał zbyt szybko, tyle jeszcze było atrakcji przed nami, tyle miejsc do zwiedzenia. Szkoda, że od Podlasia dzieli nas przeszło 600 km. Daleko, ale warto tam się wybrać. Kraina piękna, przyjazna, pełna zabytków. A sama „Sosenka” to obiekt dla ludzi, którzy cenią ciszę, kameralność, kochają przyrodę i pragną wśród kompetentnych i życzliwych ludzi podratować własne zdrowie.

                                                    Wyprawa do Białegostoku.

                                                Najazd na Tatarów

                        

Białostockie Muzeum Wsi w Nadawkach

Supraśl i Święta Woda

BIAŁOWIEŻA

TYKOCIN – BOCIANY i ŻYDOWSKIE JEDZENIE

Tekst: Zofia Der

Foto:Eugeniusz Czerwiński